Organizatorzy Brunonaliów - festiwalu poświęconego Brunonowi Jasieńskiemu - posługują się metaforą powrotu kontrowersyjnego poety tak do rodzinnego Klimontowa, jak do świadomości czytelniczej. Oba powroty są coraz śmielsze, Brunonalia zataczają coraz szersze kręgi, a ich rola, jako wydarzenia kulturalnego, nieustannie rośnie.
Zeszłoroczna, pierwsza edycja, która miała miejsce dzięki uporowi warszawskich miłośników twórczości poety z Piotrem Mieszkiem Banasiakiem i Marią Więckowską na czele, miała konwencję symbolicznego powrotu Jasieńskiego do rodzinnego miasteczka. Warszawski aktor, Borys Jaźnicki, w oryginalnym fraku futurysty został wtedy przywitany przez Annę Kędzierską, najstarszą mieszkankę Klimontowa i prawdopodobnie ostatnią osobę znającą Brunona osobiście.
Niezwykłą wagę ma stwierdzenie przez Annę Kędzierską wyjątkowego podobieństwa Jasieńskiego i Jaźnickiego, bez którego druga edycja Brunonaliów nie mogła się odbyć.
Pełnią lata spokój urokliwego miasteczka został zakłócony przez artystów i organizatorów tegorocznej, drugiej edycji festiwalu.
Oprócz Jaźnickiego do Klimontowa przyjechali: reżyserka i animatorka kultury - Małgorzata Szyszka, aktorka i tancerka - Magdalena Gnatowska, operator, muzyk i performer - Marcelo - Piotr Wygachiewicz. Spotkanie z nimi było z pewnością nie tylko ważną przygodą, która spotkała klimontowskie dzieci i młodzież, ale i zetknięciem z wrażliwością, do której niełatwo dotrzeć mieszkańcowi małego miasteczka.
Gdyby komuś, jak mnie, zdarzyło się przyglądać kolejnym warsztatom tanecznym Gnatowskiej, mógłby zaobserwować proces porównywalny do wypuszczania ptaków z klatki. Piękny był moment zapanowania żywiołu tańca, ruchu i wolności.
Punktem wyjścia tańca Gnatowskiej był bezruch fizyczny i ruch wyobraźni. Uczestnikom warsztatu aktorka przedstawiła elementy japońskiego tańca Butoh, powstałego po wybuchach nuklearnych w Hiroszimie i Nagasaki i taniec arabski. Narodziny ruchu miały głęboko metafizyczny wymiar i nawiązywały do "Balu manekinów" - dramatu Jasieńskiego, obecnego przez cały czas trwania Brunonaliów, gdzie w fantastyczny sposób manekiny odkrywają rozkosz poruszania się.
Warsztat Jaźnickiego był próbą wrzucenia młodych aktorów na głęboką wodę. Warszawski aktor ujawnił młodzieży tajniki zawodu, świadomości scenicznej i emisji głosu. Efektem warsztatów było wystawienie skróconego pierwszego aktu "Balu manekinów" - niełatwego teatralnie, jednak młodzi artyści z zadania wywiązali się koncertowo.
Małgorzatę Szyszkę zastanowiła współczesna czytelność motywu manekinów, co artystkę naprowadziło na pokazy mody. Przeprowadziła pod kątem dramatu futurysty autorski warsztat typu "Dziwierz" (nazwa pochodzi od neologizmu z wiersza Tuwima). Warsztaty Szyszki polegają na ekspresji i akceptacji wewnętrznej, ukrytej przestrzeni uczestników. Na Brunonaliach przybrało to kształt konkursu modelek, którego nagrodą miał być wyjazd do Paryża, gdzie dzieje się akcja dramatu Jasieńskiego.
Niezwykle celną inicjatywą było też zaproszenie do Klimontowa Piotra Wygachiewicza. Do miasteczka Jasieńskiego przyjechał artysta działający w nurcie awangardy współczesnej. Marcelo - operator, muzyk, performer, łączący obraz z dźwiękiem i metafizykę z muzyką elektroniczną, wyszedł z klimontowską młodzieżą w plener. Jego ideą było całkowite zniknięcie za kamerą i przekazanie inicjatywy uczestnikom warsztatu. Film dokumentalny pokazany na koniec Brunonaliów po raz kolejny udowodnił talenty kwiatu klimontowskiej młodzieży.
Wydarzeniem bez precedensu były dwie premiery jakie miały miejsce w wieczór Brunonaliów, 9 sierpnia.
Do Klimontowa przyjechał doktor Krzysztof Jaworski, biograf Jasieńskiego z Akademii świętokrzyskiej, autor książki "Bruno Jasieński w sowieckim więzeniu. Aresztowanie, wyrok, śmierć". Podczas sobotniej uroczystości zaprezentował swoją najnowszą książkę - "Bruno Jasieński w Paryżu", wydaną tak, by premiera mogła mieć miejsce w Klimontowie.
Kolejnym niezwykłej wagi wydarzeniem była prapremiera najnowszej sztuki Małgorzaty Szyszki pod tytułem "Stójka" z udziałem Borysa Jaźnickiego (w roli Jasieńskiego), Magdaleny Gnatowskiej i Bartosza Morawskiego.
Elementem centralnym dekoracji była zarzucona na czarne tło flaga radziecka z przypiętymi trzema orderami, przeważało też czerwone światło. Z głośników dało się słyszeć kapanie wody - element tytułowej tortury NKWD. Przesłuchiwany zmuszany był do wielodniowego stania, na jego głowę spadały zaś pojedyncze krople.
W rekonstrukcję przesłuchania (według zachowanych dokumentów) zostały wplecione sceny z "Balu manekinów", kiedy to manekinami stawali się przesłuchujący Brunona Śledczy i Sekretarka, jak też przesłuchiwany poeta. Jedna z ostatnich scen "Stójki" została alegorycznie pokazana jako spór o głowę z 1. aktu "Balu".
Ciekawym zabiegiem było wyświetlenie scen z "Krawca" Charliego Chaplina. Rozbawiony Śledczy, kreowany przez Bartosza Morawskiego, zmuszał Brunona do tańczenia "chaplinem". Borys Jaźnicki tańczył jak mu zagrano i zeznawał jak z nut. Warto nie zapominać, że motyw krawca jest nierozerwalnie związany z motywem manekina.
W fabułę "Stójki" został też celnie wpleciony wątek proroczego opowiadania Jasieńskiego z 1936 roku "Główny winowajca", w którym aresztowany niewinny człowiek, jako swoich współpracowników podaje nazwiska z książki telefonicznej.
Końcem przedstawienia jest piękny efemeryczny taniec w wykonaniu trojga aktorów. Jest to jakoby taniec śmierci. Jego otwarta forma rozpływa się i pozostaje w świadomości widza.
Oprócz niezbędnego finansowego wsparcia Fundacji Wspomagania Wsi i Urzędu Gminy z pomocą przyszli klimontowscy działacze ze Stanisławem Sasem Tarnawskim na czele. Lokalny aktywista, historyk, założyciel gazety, poeta i fraszkopisarz jak anioł stróż sprawował pieczę nad przedsięwzięciem służąc wiedzą i pomocą.
Czterogodzinny maraton, jakim był wieczór Brunonaliów nie znużył i dał legitymację organizatorom festiwalu, którym trudno sobie wyobrazić, aby trzecia edycja imprezy mogła nie dojść do skutku i nie zatoczyć jeszcze szerszych kręgów, a pomysłów nie brakuje.