Anhelli
Przestrzeń teatralna opakowana w podświetloną folię. Majaczą na jej tle sylwetki zesłańców syberyjskich.
Dwoje ludzi zagubionych w tym pośmiertnym pejzażu to przybysze wprost z teatru Becketta i Ionesco. Anhelli w reżyserii Szczepana Szczykno nie ma nic wspólnego ze szkolnym romantyzmem. To podróż przez koszmarny - ale oczyszczający sen o wierze, zwątpieniu, samotności i szaleństwie.
"Anhelli" powstał podczas pielgrzymki Słowackiego do Ziemi świętej sześć lat po powstaniu listopadowym. Według Zygmunta Krasińskiego był najlepszym utworem poety. Nie da sie ukryć, że jest to dramat trudny. Niejasny, mroczny i skomplikowany. Słowacki upatruje nadziei na odrodzenie moralne Polaków w pierwotnych religiach syberyjskich. Anhelli, młody zesłaniec - 'człowiek - anioł o Chrystusowej twarzy' ( w tej roli filigranowa Elżbieta Pejko) zostaje wybrany przez syberyjskiego czarownika na jego następcę.
Szaman (Jerzy Łazewski) prowadzi Anhellego przez kraine umarłych, dokonuje cudów niczym Chrystus, wprowadza młodzieńca w stan ekstazy i przekazuje mu ostatecznie swoje powołanie. Skłócona diaspora polska zaprzepaszcza jednak szansę odrodzenia i odrzuca ofiarę szamana.
Spektakl nie jest wyłącznie odtworzeniem tekstu Juliusza Słowackiego. Aktorzy poruszają sie w kosmicznym bezczasie, w nerwowym rytmie nieustannie obecnej w tle spektaklu harfy (wielkie brawa należą sie grającej na niej Małgorzacie Komorowskiej).
Bohaterem spektaklu wydaje sie również (nieteatralna z pozoru) przestrzeń. Bohaterowie, umieszczeni w odrealnionych dekoracjach są współcześni, a jednocześnie - byc może dzieki językowi dramatu - archaiczni. Przypominają zombie lub dwójkę obłąkanych dzieci. Dzieki zawieszeniu akcji w specyficznej próżni "Anhelli" staje sie niepokojąco uniwersalny i aktualny do bólu.
- Wydaje mi się, że Słowacki ma zupełnie inną koncepcje polskości niż Mickiewicz - mówi reżyser Szczepan Szczykno. Według Mickiewicza Polska jest Chrystusem, który cierpi i zbawi wszystkie narody. Słowacki powiada, że Polska nie jest Chrystusem. Polska jest kłótliwą sforą ludzi, którzy powinni sie odrodzić do korzeni. Szamanizm, który był pierwotną religią ludów sybirskich, daje - według Słowackiego - możliwość odrodzenia. Jeśli spojrzymy w głąb siebie, nie bedziemy cierpieć dla samego cierpienia - komentuje Szczykno - Nie trzeba tu w zasadzie wszystkiego rozumieć - dodaje. - To się czuje.
To prawda. "Anhelli" w reżyserii Szczepana Szczykno nie pozostawia widza obojętnym. Przedstawienie trwa w odbiorcy jeszcze długo po ostatnich słowach dramatu.